Małe dzieci w Kościele

Kiedyś w Winnicy kazanie wygłaszał zaproszony ksiądz. Był akurat chrzest dzieci i dokładnie po Ewangelii zaczął się „koncert”. Ksiądz próbował mówić, ale nie mógł. Skapitulował… Powiedział: „Przepraszam, ale nie mogę”. I zaczął „Wierzę w jednego Boga…” Nie było w tym złości ani pretensji, raczej bezradność.

Kościół się nie zawalił, ani księdza nie ukamienowano ani rodziców płaczącego dziecka. Czy jednak można było inaczej? Może można było, warto pomyśleć.

Gdy pisze się o zachowaniu dzieci w kościele i reakcjach rodziców, ludzi i księży, zapomina się o potrzebie rozróżniania.

W zasadzie każda sytuacja jest inna, ale można je pogrupować w sytuacje, które będą diametralnie różne. Czym innym jest płacz nowodka, bo głodne, czym innym sekwencyjny i długotrwały naskok obunóż na kratę ogrzewania przez czteroletniego, niewychowanego sierotę. Sierotę, bo nikt w kościele się do niego nie przyznaje.

Czym innym bezradność księdza a czym innym jego chamstwo.

(A przy okazji sprawy karmienia piersią w miejscach publicznych – tu też warto wprowadzać rozróżnienie. Czym innym jest ewidentny ekshibicjonizm jakiejś matki a czymś zupełnie innym dyskretne podanie piersi, tak, że przeciętny facet nawet się nie zorientuje.)

Może w komentarzach rzecz sie rozwinie, ale na razie nakreślmy kilka myśli.

Czy ksiądz jako gospodarz miejsca ma prawo oczekiwać określonego zachowania ludzi? Zapewne tak – zarówno od tych, którzy są w pełni odpowiedzialni za siebie, jak i tych, którzy odpowiedzialni nie są (dzieci), ale pozostają pod opieką tych odpowiedzialnych.

Czy człowiekowi, z tego powodu, że jest dzieckiem, przysługuje prawo robienia wszystkiego na co ma ochotę, wszędzie gdzie mu się zachce? Przypuszczam, że nie. Przenieśmy się na chwilę z kościoła do kina, gdzie przed ekranem (Epoka lodowcowa 5: Mocne uderzenie) biegać będzie nasz czterolatek sierota. Czy będzie to tolerowane w imię ekspresji dziecka i poszanowania jego potrzeb? Przypuszczam, że wątpię. Podobnie rzecz ma się w kościele. I w każdym miejscu.

Służby kina jak i ksiądz w kościele mają prawo oczekiwać określonego zachowania. Z tym, że łatwiej i bezboleśniej jest wyrazić to wcześniej – przed kryzysową sytuacją.

Można te oczekiwania wyrazić w przypominanych ogłoszeniach, gazetce parafialnej czy ulotce, do której można się odwołać.

Spróbujmy teraz taką ulotkę napisać:

Drodzy rodzice!

Wasze dzieci są wielkim skarbem. Nie tylko waszym – także Pana Boga i Kościoła.

Wiedzcie, że zawsze jesteście mile widziani w świątyni. Widok dziecka zawsze będzie dowodem, że Kościół żyje i rozwija się.

Chylimy głowy i zdejmujemy nisko czapki przed waszym trudem rodzicielstwa, troski o dziecko i wychowania. To wielkie i odpowiedzalne zadanie. Jeśli w czymkolwiek możemy pomóc – zgłaszamy naszą gotowość.

Nie bójcie się zachowań waszego dziecka w kościele. Normalną rzeczą jest to, że zapłacze, głośno o coś zapyta, ruszy w ekspedycję poznawczą. To naturalne i wiedzcie, że zawsze będziemy stać po waszej stronie.

Prosimy jednak bardzo, by obecność dziecka w kościele wykorzystać do jego wychowania. Wy jesteście dla dziecka największym autorytetem i od was najwięcej zależy.

Waszym najważniejszym zadaniem jest pomóc dziecku, by zauważyło, że świątynia jest INNYM miejscem niż każde inne. Dziecko nauczy się tego patrząc na wasze zachowanie, ale także przez waszą reakcję na ich zachowanie.

Jasną rzeczą jest to, że specjalne miejsca wymagają specjalnego zachowania. Pamiętajcie też, że w świątyni są także inni, którzy chcą czerpać z tego miejsca. Pomóżmy im w tym.

Od chwili gdy dziecko was rozumie i na ile rozumie – rozmawiajcie z nim o Bogu i kościele. Wy jesteście pierwszymi katechetami. Nie bójcie się tego. Tak jak potraficie mówcie, że jest Bóg (nie używajcie, prosimy, nigdy słowa „bozia”), mówcie, że Bóg stał się człowiekiem w Jezusie Chrystusie, mówcie o tym, że kościół to dom Boga.

Oprowadźcie dziecko po kościele – i zachowujcie się tak jak goście kogoś ważnego. Przyjdźcie wcześniej na Mszę Świętą i pokażcie dzieciom wszystkie miejsca. Możecie spokojnie wejść do prezbiterium, podejść do tabernakulum. Możecie pokazać dziecku obrazy, rzeźby.

Sami się pomódlcie przez chwilę i wytłumaczcie dziecku co robicie i dlaczego: „Modliłem się do Boga. Bóg słyszy nawet nasze myśli i możemy z Nim rozmawiać”.

Jeśli w czasie Mszy Świętej wasze niemowlę będzie chciało jeść – nie krępujcie się go nakarmić, czy to dyskretnie podając pierś, czy to w inny sposób. Jeśli chcecie to zrobić w kościele – zróbcie to. Jesli chcecie skorzystać z zakrystii – czujcie się zaproszeni. Zwróćcie jednak uwagę, by większe dzieci, bardziej samodzielne i lepiej rozumiejące nie jadły i nie piły w kościele. Uwierzcie, że nie padną z głodu a ta zasada (nie jemy i nie pijemy w kościele) pozwoli im szybciej pojąć, że jest to inne miejsce niż wszystko inne.

Uczmy dzieci zachowania w kościele. Nie biegamy i nie rozmawiamy głośno. Nasze zachowanie wpływa na innych ludzi. Może im przeszkadzać i trzeba to uszanować. Nie jesteśmy sami na tym świecie.

Nie przejmujcie się jakąś „wpadką” dziecka. Normalną sprawą jest to, że dziecko zapłacze, zapyta o coś głośno, nagle gdzieś pobiegnie. To znaczy, że żyje. Reagujmy jednak, gdy sytuacja się przeciąga i staje się trudna dla innych uczestników liturgii. Jeśli pomoże wyjście do zakrystii – zapraszamy was tam.

Czasem, w sytuacji dziecięcego buntu wychowawczego, nie ma sensu toczyć w kościele boju z dzieckiem w sprawie jego zachowania. Warto wtedy rozważyć, czy nie lepiej wyjść z kościoła. Komunikując zaraz dziecku całą sytuację: „Nie umiesz się zachować w kościele i dlatego wyszliśmy. Jest mi smutno z tego powodu, bo bardzo chciałem być na całej Mszy Świętej – to dla mnie ważne. Nie mogę jednak pozwolić na takie zachowanie.”

W takim przypadku rodzice nie zaciągają winy z powodu nieobecności na Mszy Świętej. Chcieli przecież, podjęli próbę, ale obiektywne czynniki im to uniemożliwiły.

Formalnie rzecz biorąc małe dziecko nie ma obowiązku uczestniczenia we Mszy Świętej. Nie oznacza to, że jego zetknięcie z kościołem ma się dokonać w okolicach Pierwszej Komunii Świętej. Trzeba podejmować próby wprowadzania dziecka w życie kościoła, ale nie należy tego robić na siłę. Zawsze bądźmy mądrzy i roztropni.

Drodzy rodzice!

Szczególnie zachęcamy was do udziału we Mszy Świętej dla dzieci. Jej oprawa tworzona jest z myślą o naturze i wrażliwości dziecka. Jest krócej, dynamiczniej, są wspólne aktywności ruchowe, kazanie skierowane jest głównie do dzieci, ogłoszenia ograniczone do minimum.

Msza dla dzieci to także szerszy margines zachowań dzieci, który powinien być zaakceptowany. Nie oznacza to pozwolenia na wszystko. Proszę zachęcać dziecko, by podchodziło do dzieci prze ołtarzem. Gdy jednak widzimy, że dziecko mocno psoci, to reagujmy biorąc je do siebie. Dawkujmy wtedy samodzielność dziecka. Jak zawsze – mądrze i roztropnie.

Dzieci to nasz wspólny skarb.

Bądźmy wspólnie odpowiedzialni za ich wychowanie i wprowadzenie w wiarę.

Duszpasterze

Po sytuacji z przerwanym kazaniem na chrzcie świętym staram teraz robić rzecz następującą. Przed Mszą Świętą podchodzę do rodziców i dzieci i „witam” się z dziećmi. Jak nie są całe zabecikowane jak mumia (a często nie są, bo niestety chrzci się zbyt „stare” dzieci) to podaję dzieciom palec, który one automatycznie zaciskają w swojej dłoni. W ten sposób przywitanie jest bardziej osobiste. Jest to też okazja, by ciepło „zagadać” do rodziców. I jest to okazja, by powiedzieć: „Jak zacznie mocno płakać, to nie bójcie się pójść do zakrystii. Może trzeba będzie przewinąć czy nakarmić. Sami będziecie najlepiej wiedzieć.”

Chciałbym też, by udało się zrobić oddzielne pomieszczenie w kościele (w Winnicy mamy coś takiego w wieży), które mogłoby służyć jako miejsce ewakuacji. Z podsłuchem (a najlepiej takze podglądem) tego co dzieje się w kościele. Z toaletą i miejscem na przewinięcie dziecka.

Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku byłem w sali królestwa Świadków Jehowy w Płocku. Już wtedy były tam takie udogodnienia dla matek. Czasem trzeba nam się uczyć i od Świadków Jehowy.

I jeszcze w kwestii Mszy Świętej dla dzieci – ogromne znaczenie ma jak jest ona prowadzona. To jednak temat na osobny tekst.

5 Replies to “Małe dzieci w Kościele”

  1. Dziękuję za ulotkę! Jest pełna… miłości. Obyśmy jak najczęściej używali tak pięknego języka, żeby porozumieć się między sobą w Kościele.

    Pozdrawiam
    Mama trójki dzieci

  2. Bardzo podoba mi się Księdza głos! Począwszy od nienazywania Boga bozią, do powiedzenia tego, że wychodząc z mszy z powodu zachowania dziecka, nie zaciągam na siebie winy – nikt mi tego wcześniej nie powiedział! Mam 5 i 2 latka. Obydwoje są strasznie aktywni. Wiedzą co im wolno, czego nie. Dlatego właśnie okopujemy tył kościoła albo przedsionek. Nie dostają też jeść i pić podczas mszy, jak dotąd żyją 😉 Na codzień spotykam się z różnymi reakcjami. Tylko raz ksiądz poprosił by uciszyć dziecko, ale ono tego bardzo potrzebowało – przeszkadzało wszystkim. Przyznaję się do jednego – czasem jest mi wstyd przyznać, że to właśnie moje dziecko wykręciło jakiś mega numer – np.wyrwalo się z objęć taty przy przeistoczeniu i w chwili tryumfu biegnie główną nawą kościoła z krzykiem „gonisz mnie tata!”. Mąż zbladł 😂 ja też.. Ci, którzy mają dzieci wiedzą pewnie co to za uczucie. Nie usprawiedliwiam rodziców „sierot” jak Ksiądz nazwał dzieci bez opieki. Ale ich rozumiem. Ja mam czasem serdecznie dość. Mam też czasem taki deficyt w zaspokojeniu swoich potrzeb duchowych, że moje granice akceptacji na niektóre zachowania się zacierają… Taki realizm życia matki.

  3. Dziecko w wieku 3-4 lat może się skupić na jakieś 10-15 minut, a 5-7 lat – na 20-25 minut. To są naturalne sprawy i nie ma sensu z nimi walczyć.
    Z młodszym dzieckiem można przyjść poza mszą, zapoznać z kościołem, opowiedzieć i wyjść jak się znudzi. Na msze nie chodzić, by nie męczyć dziecka, siebie i otoczenia.
    Ze starszym iść np. tylko na liturgię słowa i po kazaniu wyjść.
    Pozdrawiam.

    1. Naturalne tak. Walczyć oczywiście nie, ale tak kształtować liturgię, by nie trzeba było w jednym miejscu stać kołkiem.
      W Winnicy:
      1. Dziecko przychodzi do Kościoła
      2. 5 minut przed Mszą Święta jest zapraszane do ołtarza (próba śpiewu)
      3. Punkt 11.00 idzie w procesji za ministrantami i księdzem
      4. Zrzutka na tacę, rozejście się na boki, by doszła procesja z darami
      5. Klękamy, wstajemy
      6. Przekażcie sobie znak pokoju – idą do rodziców
      7. Po Komunii, na uwielbienie wracają
      8. Po Mszy pod chór, po krzyżyki od księdza

      wszystko mieści się w 40 minutach (z próbą śpiewu), uroczyście, z okadzeniami

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *